wtorek, 22 kwietnia 2014

"Tenebris: Powrót smoków" cz.2 Ucieczka.


   Był ciepły letni dzień. Na pięknym błękitnym niebie nie było żadnej chmury. Wiatr delikatnie poruszał liśćmi na dębie, rosnącym samotnie w zamkowym ogrodzie. Na trawie leżał chłopiec. Miał przymknięte oczy, lecz nie spał. Wiatr delikatnie poruszał jego czarnymi włosami, a słońce grzało jego bladą skórę.

- Castiel! – Zawołał chłopca elf ubrany na czarno. Nazywał się Zander i był mrocznym elfem oraz… nauczycielem chłopca. Niestety Castiel nie garną się do nauki. – Castiel! Nie możesz całymi dniami, tylko leżeć w ogrodzie. – Powiedział lekko poirytowanym głosem elf. Chłopiec wstał, podszedł do nauczyciela i powiedział.

- A jak grzecznie się pouczę tych wszystkich nudnych rzeczy to... Pokarzesz mi jakąś magiczną sztuczkę? – Ostatnie słowa chłopiec wypowiedział szeptem. Mimo że miał dopiero 8 lat wiedział, że magia to temat dość delikatny i trzeba zachować dyskrecję. Zander patrzył przez chwilę na chłopca z powagą, po czym westchną i skiną głową zgadzając się.

Mijały godziny i widać było, że chłopiec był znudzony. Elf popatrzył na niego i uśmiechną się delikatnie.

- Skoro tak grzecznie pracowałeś, dotrzymam umowy. – Powiedział i wyszedł z komnaty, w której odbywały się lekcje. Chłopiec z radością poszedł za nim. Zeszli do piwnicy i podeszli do jednego z obrazów wiszących w zaniedbanym pomieszczeniu. Zander poruszył nim, co spowodowało otworzenie się tajnego przejścia. Elf zabrał pochodnię i poszli wzdłuż ciemnego korytarza. Weszli do tajemnej komnaty. Chłopiec był tu już nie raz. Tylko tutaj można było bez obaw rozmawiać o magii i... używać jej. Miejsce było dobrze ukryte przed wścibskimi służkami. Zander staną na środku komnaty. Było w niej dość ciemno. Światło padało wyłącznie z pochodni, którą trzymał. Chłopiec przyglądał mu się. Elf zamkną oczy i nagle w całej komnacie zapłonęły pochodnie znajdujące się na ścianach.

- Lubię, jak tak robisz – stwierdził z uśmiechem na ustach Castiel. Komnata była dość duża i okrągła jej środek był pusty. Znajdowały się tam dwie kanapy po przeciwległych stronach komnaty oraz wypełniona księgami biblioteczka naprzeciwko drzwi.

– Twoją specjalnością jest ogień... Prawda? – Spytał nieśmiało książę. Zander spojrzał na niego i skiną głową w odpowiedzi.

- Wiem, że nigdy o to nie pytałem, ale... Czy mógłbyś nauczyć mnie władać ogniem? – Zadał nieśmiało kolejne pytanie. Elf uśmiechną się delikatnie i odpowiedział.

-Mógłbym.

- Naprawdę? – Ucieszył się chłopiec.

- Tak… Ale tego nie zrobię. – Dodał elf z wrednym uśmieszkiem. Chłopiec naburmuszył się.

- Dlaczego? Skoro możesz to zrobić to…

- Masz umiejętności magiczne i to całkiem spore, ale uczyć kogoś tak młodego byłoby niezbyt rozsądne z mojej strony. – przerwał chłopcu elf. – Dzieci są dość... porywcze. A magia ognia wymaga opanowania i skupienia. Aktualnie władając taką magią, mógłbyś stać się zagrożeniem dla otaczających cię istot. – Wytłumaczył mu. Castiel patrzył uważnie na swojego nauczyciela i przechylił głowę lekko w bok, słuchając tych wyjaśnień.

- Czyli jak będę starszy i jeśli stanę się opanowany, to jest szansa, że nauczysz mnie władać magią ognia? – Spytał z zaciekawieniem młody książę. Elf odparł z lekkim uśmiechem.

- Właśnie... JEŚLI. – Podkreślił znacząco. Chłopiec popatrzył na niego błagalnie.

- Wszystko zależy od ciebie. – Powiedział Zander i kończąc na tym temat, odłożył pochodnię. Castiel usiadł na kanapie i wpatrywał się w niego. Elf staną z powrotem na środku i spojrzał w górę. Sufit komnaty był bardzo wysoko i nie dochodziło do niego światło pochodni. Nauczyciel wyciągną rękę w górę i nagle cały mrok został rozproszony przez światło małych unoszących się w powietrzu płomyków.

- Ale piękne. – Wyszeptał chłopiec, wpatrując się w unoszące się wysoko nad nim małe płomyki. – Możesz nadawać im dowolny kształt? – Spytał.

- Ogień jest żywiołem trudnym do kształtowania z niego dowolnych form. Tylko mistrzowie magii ognia potrafią to robić. – Odparł elf.

- A ty nim nie jesteś?

- Cóż... jestem. – Odparł nieskromnie Zander i jak na zawołanie z małych płomyczków zaczęły powstawać różne ogniste miniatury zwierząt. – Może być? – Spytał. Chłopiec z wielkim uśmiechem pokiwał głową i wpatrywał się w magiczny widok.

- Zander...

- Tak?

- W magicznych księgach jest pełno różnych zaklęć. Po co one są? Nigdy nie słyszałem, byś wypowiadał jakieś zaklęcie. – Chłopiec mówił, nie przestając patrzeć w górę.

- Zaklęcia są ci konieczne na początku. Pomagają w ukierunkowaniu pragnień. Bo widzisz, żeby coś stworzyć, najpierw musisz tego chcieć.

- Czyli dopóki tego nie zapragnę nic się nie stanie?

- Tak. To podstawa magii. Lecz uważaj. To, że nie chcesz kogoś skrzywdzić, nie znaczy, że magia nie zadziała. Twoje emocje mają ogromny wpływ na magię, którą w sobie obudzisz. Możesz kogoś zranić w gniewie, mimo że nie było to twoim celem.

- … Zraniłeś kogoś kiedyś? – Spytał nieśmiało chłopiec. Nagle płomyki zniknęły, a elf zaczął kierować się w stronę wyjścia.

- Na dzisiaj wystarczy. Wracamy. – Powiedział chłodnym stanowczym głosem. Chłopiec bez najmniejszego sprzeciwu poszedł za nim.

Był już wieczór, gdy Castiel szedł do swojej komnaty. Po drodze mijał dwie służki, które jak zwykle o czymś plotkowały.

- Dobry wieczór. – powiedział, patrząc na jedną z nich. Kobieta spojrzała na niego ze strachem. Kobiety ukłoniły się przed nim. Gdy je już ominął, usłyszał ich szeptanie.

- Widziałaś jego oczy? – wyszeptała jedna.

- Ta czerwień mnie przeraża. – odpowiedziała druga. W korytarzu chłopiec napotkał Annę.

- Dobry wieczór Anno. – powiedział, przechodząc obok niej, lecz ona zatrzymała go ręką.

- Dobry wieczór. Twoja matka zaraz skończy naradę z doradcami. Mówiła, że chce się z tobą zobaczyć. – Mówiła z uśmiechem kobieta.

- Naradę? Coś się stało? – Spytał.

- Nic takiego... nie martw się o to – Kobiecie zadrżał głos, gdy to mówiła. Mimo że się uśmiechała Castiel domyślił się, że dzieje się coś złego.

- Anno... proszę. Powiedz mi, co się dzieje. – powiedział chłopiec, wpatrując się w nią. Kobieta zawahała się, lecz powiedziała.

- Grozi nam wojna… Ale nie martw się nic złego się nie stanie. – Zapewniała.

- Wojna? Co to takiego? Nie uczyłem się o tym. – Powiedział zdziwiony chłopiec.

- Ach... no tak. Jesteś jeszcze mały... Widzisz wojna to coś bardzo złego. Nie byliśmy w stanie wojny od 1000 lat, dlatego uczyłbyś się o niej, dopiero poznając historię królestwa... dopiero za 2 lata. – Kobieta znów zawahała się, czy mówić dalej, lecz kontynuowała. – W stanie wojny mogą być na przykład dwa królestwa. Wtedy jedno z nich atakuje swoimi wojownikami, a to drugie musi się bronić. Niestety to my jesteśmy tymi, którzy muszą się bronić. Jeśli wojownicy wroga przedostaną się przez mury... zabiją nas. – Mówiła ze smutkiem kobieta.

- … Mogą się tu dostać? – Spytał zaniepokojony chłopiec. Anna skinęła głową. Nie widziała sensu, by ukrywać przed nim prawdę. Pokój trwał tak długo, że już nikt nie pamiętał jak walczyć i zabijać wrogów. Strażnicy nie wystarczą, by obronić całe miasto, a i w całym kraju jest nie wiele wojska. Nie było potrzebne.

- Muszę zobaczyć się z matką. – Chłopiec pobiegł w stronę komnaty obrad. Gdy do niej dotarł, wychodzili z niej doradcy. Wszedł do komnaty i zobaczył, jak matka pochyla się nad mapami. Miała poważną minę i widać było, że jest zaniepokojona.

- Mamo? – Castiel podszedł bliżej. Kobieta widząc go podeszła do niego szybkim krokiem i przytuliła go mocno. Głaszcząc go po głowie uspokajająco, powiedziała.

- Skarbie. Jest źle, ale nie martw się. Nic ci się nie stanie.

- Wiem, co się dzieje. Anna powiedziała mi wszystko.

- Nie bój się. Obronię cię nie ważne, co się stanie. – Powiedziała drżącym głosem.

- A kto obroni ciebie? – Spytał smutnym głosem chłopiec. Kobieta nie wiedziała jak mu odpowiedzieć. Po policzkach zaczęły spływać jej łzy. Pocałowała chłopca czule w czoło i znów mocno do siebie przytuliła.

- Mamo ja wiem jak… - Castiel nie zdążył dokończyć. Do Sali wpadł posłaniec i krzykną „Wrogowie u bram!”. Tak szybko, jak mężczyzna się pojawił, tak szybko znikną. Królowa pobiegła w stronę dworu. W biegu krzyknęła do chłopca.

- Znajdź Annę i zostań z nią!

- Czekaj! Ja naprawdę wiem, co... – Kobieta przerwała mu.

- Biegnij już! – Castiel wahał się chwilę, ale posłusznie wykonał polecenie. Pobiegł do komnaty jej komnaty. W drodze do niej wpadł na elfa.

- Zander! Mama kazała mi znaleźć Annę! Atakują nas! Ja znam drogę... – Krzyczał przestraszony chłopiec, nie mogąc się opanować, lecz nie dokończył. Szloch zacisną mu gardło. Elf patrzył na niego z poważną miną. Był opanowany jak zawsze. Kucną i zakrył chłopcu ręką usta.

- Wiem wszystko. Szukałem cię. Spokojnie... Oddychaj… - powiedział i zabrał rękę z jego ust. Chłopiec był już cicho, lecz oddychał szybko i głęboko. Wciąż był przestraszony.

- Anny nie ma w jej komnacie... jest na dziedzińcu. – Powiedział spokojnym lekko przyciszonym głosem.

- Skąd wiesz? – Spytał zachrypniętym głosem książę.

- Czuję. To taki talent. Wyczuwam niektóre osoby a ona... jest dość specyficzna. – Ostatnie słowa powiedział z dziwnym uśmiechem.

- Chodź, zaprowadzę cię do niej. – dodał i wyprostował się. Chwycił chłopca za rękę i pobiegli razem w stronę dziedzińca. Po drodze Castiel z trudem spytał.

- Czemu Anna wyszła z zamku? Przecież nie umie walczyć.

- Mylisz się. – Odpowiedział elf.

- Jak to?

- Cóż widocznie ani królowa, ani sama Anna nie widziały powodu, by mówić ci o jej pochodzeniu. – Elf na chwilę zamilkł, jakby zastanawiał się, czy kontynuować. – Widzisz, Anna pochodzi z rodu amazonek. Są to kobiety świetnie wyszkolone. Jest to ród wojowniczek, które nie potrzebują mężczyzn. Żyją w odosobnieniu, lecz Anna odłączyła się od nich, by chronić twoją matkę. – Wytłumaczył w skrócie elf. W tym właśnie momencie dotarli na dziedziniec. – A teraz będzie chronić ciebie. – Dodał i pchną chłopca w ramiona kobiety. Sam pobiegł w stronę bramy. Chłopiec był lekko zdezorientowany, widząc Annę, uzbrojoną w łuk, strzały oraz miecz. Poza tym pierwszy raz widział ją w spodniach i ze związanymi w kucyk włosami. Kobieta kucnęła przy nim i powiedziała.

- Nie bój się. Wszystko będzie dobrze. Obronię cię.

- Gdzie jest mama? – Spytał chłopiec.

- Twoja matka walczy wraz z innymi... – Odpowiedziała rudowłosa.

- Ale przecież... Ona jest kobietą. – Powiedział przestraszony o los swojej matki książę.

- … Pamiętasz, jak kiedyś ludzie oskarżali twoją matkę, o bycie wiedźmą? – spytała Anna, patrząc uważnie na chłopca.

- Tak, ale już dawno przestali... Co to ma... – Nie dokończył wypowiedzi. Zrozumiał, co kobieta chce mu powiedzieć. – Moja matka jest wiedźmą. Prawda? – Chciał się upewnić.

- Tak. Ludzie się nie mylili. – W chwili, gdy to powiedziała, ziemia się zatrzęsła. Oboje spojrzeli w kierunku bramy. Nad murami w oddali unosiła się łuna światła.

- Ogień? – Zdziwiła się lekko kobieta.

- Zander. – Wyszeptał chłopiec. Kobieta usłyszała to, mimo że Castiel wypowiedział jego imię bardzo cicho.

- A to cwaniak. – Uśmiechnęła się lekko. – Przez tyle lat nawet nie domyślałam się, że jest magiem. – Dodała. Chłopiec spojrzał na nią i powiedział.

- Zabawne. Bo ja wiedziałem od początku. – Po tych słowach uśmiechną się do niej, co sprawiło, że kobieta była w lekkim szoku.

- Ale jak? Skąd? – Zapytała.

- Przecież jest mrocznym elfem.

- Nie wszystkie mroczne elfy są magami. – Powiedziała z powagą kobieta.

- Nie? – Zdziwił się chłopiec. – Oh... – Kobieta popatrzyła na niego zdezorientowana.

- Anno. Ja znam drogę, którą… - nie zdążył dokończyć, gdyż nagle ze strony bramy błysło światło. To był ogień. Było go widać lepiej, ponieważ brama została sforsowana. Krzyki ginących ludzi było słychać coraz bliżej dworu. Jeden z wrogów zbliżał się do nich konno.

- Cofnij się! – Powiedziała do księcia Anna i napięła łuk. Strzała trafiła idealnie w otwór na oczy w zbroi najeźdźcy i wbiła się głęboko. Przestraszony tym widokiem chłopiec cofną się tak bardzo, że plecami dotkną wrót zamku. Po krótkiej chwili nadjechało kolejnych pięciu jeźdźców. Anna robiła, co mogła. Była bardzo szybka. Zabiła strzelając z łuku, trzech z nich, nim wrogowie zdążyli do nich dotrzeć. Wyjęła miecz i obroniła się przed jednym z dwóch napastników, zręcznie go zabijając. Niestety drugi z nich był tuż za nim. Nie zdążyłaby się obronić przed jego ostrzem, na szczęście pojawił się ogromny wilk, który go zagryzł. Stworzenie to było chowańcem przywołanym przez królową, która odpierając atak wroga, wycofała się aż pod bramę zamku. Dookoła pojawiło się pełno ognia, lecz zagrażał on tylko wrogom, paląc ich żywcem. Zwykłych ludzi ogień ten nie dosięgał, a pod stopami strażników gasł. Castiel obserwując to wszystko, domyślił się, że to sprawka Zandera. Jak na potwierdzenie jego słów wielki ognisty pocisk trafił dowódcę wrogich sił zbliżającego się do chłopca, a elf pojawił się nieopodal. Młody książę patrzył, jak jego matka walczy, używając magii, jaką dotąd nie widział. Przyzywała niezwykłe wielkie i potężne stwory. Kobieta wycofywała się w stronę bramy. Niestety wielki wrogi wojownik w czarnej zbroi niebezpiecznie zbliżył się w tym samym momencie do chłopca. Matka widząc to, pobiegła w jego stronę. Chowańce były za daleko. Chłopiec widząc miecz nad sobą, zacisną powieki. Czół, że zaraz zginie. Zamiast stali poczuł na policzku krople. Otworzył oczy i zobaczył swoją matkę. Osłoniła go własnym ciałem.

- Musisz przeżyć... Kocham cię. – Tylko tyle zdążyła powiedzieć przed śmiercią. Strażnicy odparli atak wielkiego wojownika w czarnej zbroi, lecz wielu przy tym zginęło. Wszyscy natychmiast zauważyli zniknięcie chowańców.

- Anna! Zabierz go do pałacu! Tu już nic nie zdziałasz! – Krzykną Zander i cisną ognistym pociskiem, który zgładził dwunastu wrogich wojowników. – Castiel musi żyć! – Dodał. Anna wyjmując swój miecz z dopiero, co zabitego kolejnego wroga odpowiedziała ze wściekłością. – Zabij tylu, ilu zdołasz! – Po czym chwyciła zszokowanego chłopca i zaciągnęła go do zamku. Chłopiec opierał się. Płakał i krzyczał. Nie mógł zaakceptować myśli, że jego matka już nie żyje.

Anna siłą ciągnęła go w głąb pałacu. Chłopiec przestał się opierać. Wojowniczka przytuliła go mocno do siebie.

- Wejdą tu. – Powiedział Castiel drżącym głosem. Po policzkach płynęły mu łzy. Trząsł się. Kobieta milczała. Wiedziała o tym, lecz nie wiedziała, co może jeszcze zrobić w pojedynkę.

- Chodź za mną. - Powiedział chłopiec, po czym wstał i zaczął kierować się w stronę piwnicy. Kobieta lekko zdziwiona wstała i poszła za nim.

- Castiel. Dokąd ty idziesz?

- Do wyjścia... Znam drogę przez tajne przejście. Można tamtędy uciec z zamku. Chciałem powiedzieć o tym mamie, ale nie udało mi się. – powiedział drżącym głosem, wciąż płacząc. – Gdybym ten jeden raz jej nie posłuchał. Gdybym do niej wtedy pobiegł i ją zatrzymał. Gdybym… - Nie mógł dalej mówić. Kobieta nie wiedziała w pierwszej chwili, co powiedzieć. Kucnęła przy księciu i przytuliła go do siebie.

- To nie jest twoja wina. To niczyja wina. Niczyja oprócz Sanguisa. – Powiedziała drżącym głosem.

- Kim jest Sanguis? – Spytał, Castiel.

- To główny dowódca wrogich sił. To on nas najechał… i to on zabił twoją matkę. – Dokończyła ciszej kobieta. Chłopiec poczuł coś mokrego na ręce, którą obejmował Annę i odsuną się od niej. Spojrzał na swoją dłoń i zobaczył krew.

- Anno! Jesteś ranna?! – Krzykną przestraszony chłopiec. Anna dotknęła swoich pleców.

- To nic wielkiego. Bywało gorzej. – Powiedziała. Nagle ktoś zaczął mocno dobijać się do wrót. -Pośpieszmy się. – Powiedziała kobieta. Wstała i zaczęła biec za chłopcem, który pokazywał jej drogę. Zeszli do piwnicy. Chłopiec przycisną jeden z dużych kamieni, z których składały się ściany. Kamień wsuną się głębiej, a głaz obok niego zapadł się, odsłaniając przejście. Chłopiec zabrał pochodnię i wszedł do tunelu wraz z Anną. Pociągną za wajchę wewnątrz, a kamień zasuną się za nimi. Szli tunelem, oświecając sobie drogę pochodnią.

1 komentarz:

  1. Strasznie mi się podoba. :D Już wiem, że jestem fanką twojego opowiadania. :3 I już wiem, że kocham Castiela. :) Na pewno będę polecała twojego bloga na swoim asku. Później przeczytam resztę rozdziałów, bo jest tego dość sporo. :P
    Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń