wtorek, 22 kwietnia 2014
"Tenebris: Powrót smoków" cz.1 Narodziny.
Była ciemna noc. Gęste chmury zasłaniały całe niebo. Burza rozszalała się na dobre. Pioruny, co chwilę przeszywały niebo, a gromy płoszyły zwierzęta w stajni. Stary stajenny Gerwazy próbował uspokajać konie.
- Taka noc nie wróży nic dobrego – Wymamrotał. A piorun uderzył nieopodal jakby na potwierdzenie jego słów.
W komnacie był półmrok. Jedyne światło zapewniały świece rozmieszczone w różnych jej miejscach. Na wielkim łożu z baldachimem leżała kobieta. Była to Pani tego zamku oraz władczyni północnego królestwa. Na imię miała Raven. Była to kobieta o niezwykle bladej wręcz białej skórze, czarnych długich falowanych włosach, złotych oczach i intensywnie czerwonych ustach. Była bardzo piękną, lecz samotną kobietą. Pomimo że ukończyła 21 wiosen, nie miała męża, dlatego też jej ciąża była dla wszystkich wielkim zaskoczeniem. Nietypową porę na przyjście na świat wybrał sobie jej syn. Służki krzątały się dookoła, usługując i pomagając przy porodzie, jak tylko mogły. Niestety ojca dziecka przy niej nie było… Nikt nie wiedział, kim on jest oprócz jej samej.
Kolejny krzyk. Wiele godzin trwał poród, któremu nieprzerwanie towarzyszyła burza. I w końcu płacz nowo narodzonego dziecka.
- To chłopiec. – Powiedziała z radością jedna ze służek.
- Jak dasz mu na imię Pani? – Zapytała kolejna.
- Castiel - odpowiedziała zmęczona kobieta i zemdlała. Służki natychmiast się nią zajęły. Na szczęście to nie było nic poważnego. Pani zamku była silną kobietą, a jej syn, ku radości służek, odziedziczył to po niej. Chłopiec miał niezwykle jasną cerę. Nie zdziwiło to nikogo, gdyż jego matka również była dość blada, lecz jeden szczegół przykuł uwagę kobiet. Dziecko miało niezwykły kolor oczu. Czerwień jego tęczówek była wręcz przerażająca, szczególnie że nie był on albinosem, których często się spotykało w tych okolicach. Zmartwione trochę tym faktem kobiety zaczęły szeptać między sobą. Próbowały wyobrazić sobie ojca tego chłopca. Niestety większość cech przejął po matce. Gdyby tylko nie te oczy…
Następnego dnia nie było już śladu po mroku zeszłej nocy. Wypoczęta matka mogła nacieszyć się swym maleństwem, które tuliła i nie dopuszczała do niego nikogo oprócz swej przyjaciółki Anny. Dziewczyna ta była młoda, dość szczupła, miała niezwykle intensywnie zielone oczy, różowe usta, jasną cerę, piegi i rude kręcone włosy.
- Jaki on śliczny – Powiedziała młoda kobieta. – Lecz nie rozumiem, po co mu ta czerwona wstążka na ręce. – Dokończyła.
- To odpędza zły urok. – Powiedziała matka chłopca.
- Zły urok? Któż by chciał skrzywdzić takie maleństwo?... – Zdziwiła się Anna.
- Na przykład ty... – Spojrzała na nią Raven. – Nie wiesz, jaką moc mają słowa. Nawet gdy są one zwykłym komplementem, mogą wyrządzić krzywdę.
Anna popatrzyła na nią zdziwionym wzrokiem. Była przyzwyczajona, że jej przyjaciółka interesuje się magią, ale nie przypuszczała, że będzie tak podejrzliwa.
- Ehh... Ty i te twoje przesądy – westchnęła ruda kobieta. Na co matka chłopca uśmiechnęła się do niej pogodnie.
- Mogłabyś mi wyjaśnić, czemu nadałaś mu tak niespotykane imię? – Spytała z powagą Anna.
- Jego ojciec tego chciał. – Odpowiedziała królowa.
- Pewnie dalej mi nie powiesz, kim jest jego ojciec? – Zapytała dziewczyna.
Annie odpowiedziała cisza. Kobieta westchnęła i dalej przyglądała się śpiącemu dziecku. Chłopiec najwyraźniej nie należał do energicznych dzieci. Od początku był niezwykle spokojny. Anna patrzyła na niego dłuższą chwilę, po czym powiedziała.
- Odziedziczył po tobie dużo cech... Też ma znamię? – Kobieta pytając spojrzała na Raven.
- Oczywiście, że tak. Gdy go kąpałam, widziałam na jego karku piękny półksiężyc. – Odparła z uśmiechem.
- Wyjątkowo nietypowe to wasze znamię. Wszyscy z twojej rodziny mają identyczne, ale każdy ma je w innym miejscu. Twój ród ma je od zawsze?
- Owszem. Ród Tenebris ma je od początku swego istnienia. Dlatego właśnie półksiężyc widnieje w naszym herbie.
Anna już chciała zadać kolejne pytanie, lecz do komnaty wpadł posłaniec.
- Wybacz o pani, lecz twój lud pilnie domaga się wyjaśnień w sprawie twego potomka. Ludzie zaczynają podejrzewać, że jesteś wiedźmą o pani. Krążą pogłoski, że twój syn to demon. – Mówił w pośpiechu zaniepokojony mężczyzna. Raven odesłała go skinieniem ręki. Podała chłopca Annie, wstała i zaczęła się ubierać w pośpiechu. Anna zaniepokojona rzekła.
- Zaopiekuję się nim dopóki nie wrócisz... Tylko proszę bądź ostrożna. – Dokończyła, patrząc na nią uważnie.
- Liczę na ciebie. – mówiąc to, królowej zadrżał głos. Widać było, że obawiała się tego, co może się wydarzyć. Oskarżenia pod jej adresem były dość poważne a w takiej sytuacji ciężko jej będzie się wytłumaczyć.
Kobieta wyszła do swego ludu pewnym krokiem i z powagą zaczęła.
- Słyszałam, że zaczęliście we mnie wątpić. – przerwała na chwilę i popatrzyła na ludzi dookoła siebie. Kilka osób opuściło głowę. Prawdą było, że kobieta była dobrą królową. – Więc... Powiedzcie mi prosto w twarz to, co o mnie sądzicie. – Powiedziała stanowczo. Ktoś z tłumu krzyknął „Wiedźma!”, ktoś inny dodał „Na stos z nią!”, lecz nikt nawet nie drgnął. Większość ludzi czuło przed nią respekt. Kobieta ze stoickim spokojem zaczęła mówić dalej. – Czy brakuje wam czegoś?... Czy popadacie w biedę? Czy zawiodłam was, jako władca? A może któreś z was doznało przeze mnie krzywdy? … Powiedzcie! – Kobieta patrzyła na twarze ludzi. Nikt nie pisnął nawet słowem. Prawdą było, że królestwo to opływało w dostatek a o tym, jak wygląda wojna, zaraza lub czym jest głód, już dawno zapomniano. Ludzie zaczęli patrzeć po sobie. Rozumieli, do czego zmierza królowa. – Cisza?... Więc mam rozumieć, że nie jestem niczemu winna? – Ludzie zaczęli opuszczać głowy z pokorą. – Więc, za co mnie oskarżacie o czary? Za jakie winy oczerniacie mój ród i mnie? – W tym momencie jakiś człowiek krzykną, „Więc skąd to dziecko?” ktoś inny dodał „Skoro jest człowiekiem, jak wyjaśnisz kolor jego oczu? Wszyscy już o tym wiedzą!”. Ludzie zaczęli szeptać między sobą. – Zapewniam was, że nic wam nie grozi. A dopóki nie ma zagrożenia, nie powinniście się martwić. Wygląd księcia to nie wasza sprawa. Mój syn zostanie waszym królem i radzę wam o tym pamiętać. Tak samo, jak i o tym, że nieposłuszeństwo wobec rodziny królewskiej jest karane śmiercią. – Odpowiedziała stanowczym głosem. Ludzie widocznie przestraszeni zamilkli. Królowa nie mając nic więcej do powiedzenia, wróciła na zamek.
Raven zamknęła za sobą wrota komnaty i ukryła twarz w dłoniach.
- Wszystko w porządku? – Zapytała Anna z niepokojem. Królowa wzięła głęboki oddech, spojrzała na nią i odpowiedziała.
- Oczywiście. – Widać było, że kłamie. Ruda kobieta podeszła do niej z dzieckiem.
- Co teraz będzie? – Spytała Anna patrząc Raven w oczy.
- Wszystko zależy od ludzi. Cokolwiek się stanie Castiel musi żyć. – Głos królowej drżał. Bała się, że ludzie mimo groźby spróbują skrzywdzić jej dziecko. Wzięła je na ręce i patrzyła w jego niezwykłe oczy. Uśmiechając się przez łzy, które zaczęły spływać jej po policzkach, powiedziała do chłopca.
- Mama cię obroni skarbie. Cokolwiek miałoby się stać. Obiecuję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
To opowiadanie jest genialne. :D Kiedyś czytałam książkę ,,Pocałunek Kier'' i też była napisana w podobnym klimacie, więc na pewno będę czytała każdy rozdział. Jak tylko przeczytam resztę rozdziałów to zaobserwuje bloga, żeby być na bieżąco. :D
OdpowiedzUsuńŻyczę weny :*
Cudowne opowiadanie! Trzymam kciuki! :-D
OdpowiedzUsuńnie rajcuje mnie to.
OdpowiedzUsuń